nikogo nie było. Śmiała się z jego reakcji, a potem odwróciła się i boso pobiegła pomiędzy

- Tak.
- Może ten jeden raz, skoro ma pani za sobą długą po¬dróż... Ale czy Jego Wysokość zgodził się na pani nieobec¬ność na kolacji?
Czego mogli tu szukać?
jej dłonie i uścisnął je mocno, jakby pragnął przelać w nią choć część swojego zapału. - Oddam wszystkie okoliczne lasy pod twoją opiekę, zapłacę ci kilka razy tyle, ile zara¬biasz teraz. Wybierzesz sobie kogoś do pomocy nad Hen¬rym, zamieszkasz w zamku, wszystko na mój koszt.
- Nie ukarałbyś go więc za to, że straciłeś przez niego Światło Księżyca?
- Jasne, tak jest najłatwiej, Na tym polega rządzenie, prawda? Całą robotę zwala się na innych.
- Obiecuję ci to, mój mały przyjacielu.
Oczywiście Chris był już wtedy wprawnym wędkarzem, bowiem Huff od lat zabierał go na ryby. Danny zaczął narzekać, że nie chce tego robić. Nie podobało mu się nakładanie przynęty na haczyk, ponieważ nie chciał skrzywdzić robaka. Powiedział, że ma nadzieję, iż nie złowi ryby, bo wtedy ona by umarła. Po odejściu matki Danny był przejęty ideą śmierci. Tydzień wcześniej płakał całymi godzinami nad martwym świerszczem, którego znalazł na werandzie. Zamiast jednak pocieszyć dzieciaka, spróbować jakoś mu to wszystko wytłumaczyć albo po prostu dać mu spokój, bo w końcu, co za różnica, czy złapałby rybę tego dnia, czy nie, Huff potwornie się wściekł. Powiedział Danny'emu, że nie pójdzie do domu, dopóki czegoś nie złowi. Kazał mu tkwić w tym śmierdzącym żółtym mule przez całe popołudnie, nie szczędząc ojcowskiej pogardy i drwiny ze strony Chrisa. Mój starszy brat miał pod tym względem wolną rękę, był wręcz zachęcany do upokarzania Danny'ego. Zanim dziecku udało się złapać rybę, słońce już dawno zapadło za horyzont. Zdejmując ją z haczyka, Danny płakał przez cały czas, ale wreszcie mu się udało - skończyła Sayre miękko. - Zrobił to, a potem, w jedynym akcie buntu, jaki kiedykolwiek u niego widziałam, wrzucił nieszczęsną rybę z powrotem do wody i przysiągł, że nigdy więcej nie będzie wędkował. Beck zaparkował tuż przed recepcją hotelu. Gdy Sayre kończyła opowieść, usiadł twarzą do niej, kładąc ramię na oparciu jej fotela. Kilka milimetrów dalej i palce dotknęłyby jej ramienia. Wyraźnie widział, kiedy pogrążona we wspomnieniach Sayre zorientowała się, że przez cały ten czas była w centrum jego uwagi, wyprostowała się bowiem i odchrząknęła. - Danny nienawidził tego miejsca. Wiązały się z nim zbyt bolesne wspomnienia. Dlaczego więc zdecydował się pójść tam owego niedzielnego popołudnia? - Może właśnie dlatego, Sayre. Jeśli był wystarczająco przygnębiony, żeby popełnić samobójstwo, w masochistycznym odruchu wybrał miejsce związane z najboleśniejszymi wspomnieniami? - Jeżeli to było samobójstwo. - Spojrzała mu prosto w oczy. - Dlaczego szeryf przesłuchiwał Chrisa? - Nie przesłuchiwał. Chris musiał tylko... - Tak, tak, wiem. Musiał tylko odpowiedzieć na kilka pytań, które jednak okazały się na tyle poważne, żeby przyprawić Huffa o atak serca. Beck odwrócił głowę i spojrzał na czerwoną neonową strzałkę wskazującą drzwi do recepcji. Przez dużą szybę widział właściciela, siedzącego w fotelu, obracającego w ustach wykałaczkę i oglądającego telewizję. Nie wykazał najmniejszego zainteresowania potencjalnymi klientami. Najwyraźniej nie było to takie znów niezwykłe, że mężczyzna i kobieta spędzali jakiś czas w wozie przed hotelem, dyskutując o tym, czy wynająć tu pokój. - Znaleźli w domku coś, co czyni Chrisa podejrzanym. Powiedział, że nie odwiedzał tego miejsca od tamtej nocy, gdy Frito pogonił rysia - powiedział, znów patrząc na nią. - Myślę, że twój brat mówi prawdę. - Co tam znaleźli? - Pudełko zapałek z klubu w Breaux Bridge. - To wszystko? Niezbyt solidny dowód rzeczowy. To pudełko mógł zostawić tam ktokolwiek, o każdej porze. - Normalnie bym się zgodził. Sęk w tym, że to nowy klub. Jego otwarcie nastąpiło dopiero w sobotę, w noc przed śmiercią Danny'ego. Wcześniej nikt nie mógł wejść w posiadanie firmowych zapałek - wyjaśnił Beck. - Chris przyznał się, że był w klubie tej nocy i wrócił do domu późno. Powiedział też, że palił podczas imprezy, miał więc powód, by zatrzymać pudełko zapałek.
- Oczywiście. Inaczej zawołasz tych osiłków, a oni wywloką mnie stąd za kołnierz, przez co pogwałcą prawo mię¬dzynarodowe. Nie mogę do tego dopuścić. Jestem zdany na twoją łaskę i niełaskę. - Posłał jej rozbrajający uśmiech. Tammy cofnęła się o krok.
- Ja też!
Tammy!
I nagle zrozumiał, że znalazł swoją drugą połowę. To właśnie jej brakowało mu do szczęścia. Właśnie jej - dziel¬nej, niezależnej, spontanicznej, bosej, dziko upartej. Właśnie jej - wrażliwej, oddanej Henry'emu, kruszącej pancerz, jaki otaczał jego poranione serce.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
- Myślałem dokładnie to samo dziś rano, zanim pojawił się Klaps - rzeki Chris. - Nikt z nas nie będzie miał serca przychodzić tu po tym wszystkim. - Zajmiesz się sprzedażą, Beck? - spytał Huff. - Nie chcę mieć więcej do czynienia z tym miejscem. - Załatwię to. - Beck wskazał na pistolet starego. - Co zamierzałeś z tym zrobić? - Nie mogłem się dodzwonić do Chrisa i ostrzec go przed Watkinsem. Chyba trochę spanikowałem, ale jak się okazuje, słusznie. Kiedy tu przyjechałem i zobaczyłem wozy policyjne stłoczone wokół kabiny, przeżyłem kilka chwil istnego piekła. Myślałem, że przybyłem za późno. - Znów zacisnął dłoń na ramieniu Chrisa. - Kiedy pomyślę, co mogło się stać... - Daj spokój, Huff - złajał go łagodnie Chris. - Tylko się nam tu nie rozklejaj. - I odłóż ten pistolet, nim zrobisz komuś krzywdę albo odstrzelisz sobie męskość. - Zrobię to, Beck - zaśmiał się Huff. Pokazał ręką przestrzeń za chatą rybacką. - Musiałem zaparkować na drodze, kawałek stąd. Teraz jadę do fabryki. Musimy zastanowić się wspólnie, jak przerobić inspektorów z OSHA. - Przerobić? - spytał Beck. Huff puścił do niego oczko. - Może staną się bardziej spolegliwi, jeśli rzucimy im kogoś na pożarcie. Kogoś do odstawki. - Ubiegłem cię, Huff - rzekł Chris. Opowiedział im o umowie, jaką zawarł z Lilą. - Teraz już nie muszę oczyszczać swojego imienia z jej pomocą, co nie znaczy, że nie możemy wykorzystać George'a jako kozła ofiarnego. - Doskonale, w takim razie mamy to z głowy - orzekł Huff. - Idziecie ze mną? Chris spojrzał na swoją pokrwawioną pierś i skrzywił się z odrazą. - Przyjadę, jak tylko się umyję. - A ja zostanę z Chrisem, dopóki stąd nie odjedzie - oświadczył Beck. Huff pożegnał ich skinieniem dłoni i zniknął za chatką rybacką. Chris wszedł do środka na kilka minut, żeby zabrać koszulę i buty. - Wczoraj w nocy włożyłem ubranie do szafy - powiedział Beckowi. - Całe szczęście, bo wnętrze wygląda jak rzeźnia, a cuchnie jak targ mięsny. Beck podążył za Chrisem do początku pomostu, gdzie zainstalowano kurek i wąż gumowy, używany zazwyczaj do opłukiwania ryb podczas czyszczenia. Była tam również porcelanowa miska i kilka kostek mydła. Stojąca na brzegu Sayre odwróciła się na głuchy dźwięk ich kroków. - Jeśli nie chcesz zobaczyć, jak wygląda prawdziwy mężczyzna, lepiej zamknij oczy, bo zamierzam się rozebrać - rzucił w jej kierunku Chris. - Jesteś w zastanawiająco radosnym nastroju jak na kogoś, kto właśnie zadźgal człowieka nożem. - Wolałabyś raczej, żeby on zadźgał mnie? Nie, nie odpowiadaj. Mogłabyś zranić moje uczucia. - Jak możesz być tak zblazowany, Chris? Czy nic cię nie wzrusza? Zastanowił się przez moment nad odpowiedzią, po czym wzruszył obojętnie ramionami. - No, niewiele. Sayre spojrzała na niego z odrazą. - Jesteś kanalią, Chris. Zawsze byłeś. - Nie. Jestem ukochanym pierworodnym synem Huffa. Oto kim jestem, byłem i będę. Zawsze cię to bolało, prawda? - Zapewne sycisz tą myślą swoje kolosalne ego, ale bardzo się mylisz. Widząc, że kłótnia rodzeństwa prowadzi donikąd, Beck postanowił dyplomatycznie się wtrącić. - Weź mojego pikapa - powiedział do Sayre. - Ja pojadę z Chrisem do fabryki, na spotkanie z
Największy portal o GDPR w Polsce.

Pochylił się i pocałował ją w usta, była to delikatna pieszczota i zapowiedź czegoś więcej,

- O czym ty mówisz? To niemożliwe! – wybuchnął Mark.
- Nie ukarałbyś go więc za to, że straciłeś przez niego Światło Księżyca?
- Skoro nie jesteś królem, to po co oferujesz mi przyjaźń?! - Król powrócił do swego władczego tonu. - Jeśli
Dane portalu dostepne na: https://hydra2.nazwa.pl/index.php?id=83

- Jak to? Co ci się stało?

Roześmiał się szczerze.
broni człowieka, który w środku nocy ściągnął go aż do Santa Monica, żeby załatwił sprawy z
– Nie, nie ma chwileczki ani nawet pół. Posłuchaj, co mam ci do powiedzenia. Moim
rozporządzenie o ochronie danych osobowych

W tym momencie coś ją dziwnie ścisnęło w żołądku. A jeśli oni wcale się nie pomylili? Jeśli naprawdę nie chodzi o żadną inną Dexter, tylko właśnie o nią?

41
Myśli wirowały jej w głowie, urwane wizje rodziców w domu; jeszcze nie wiedzą, że już
– Ale ty o tym wiesz, prawda? – naciskał Bentz. Lśniące usta wydęły się zalotnie.
szkolenie inspektor danych osobowych